niedziela, 27 lutego 2011

Z cyklu: Historie Których Nie Było - Kolczyki dla Misi

Hmmm... to taka mała wprawka czegoś, czego jeszcze nie ma, ale gdyby się kiedyś urodziło, to będę przygotowana.

Misia siedziała na trawie i próbowała przeczekać swoje dzieciństwo...
Grzebała bezmyślnie patykiem w ziemi wyczekując „mrówek” w stopie. Mrówki w stopie to znak, że trzeba zmienić pozycję i przy okazji sprawdzić czy krowy nie rozlazły się za daleko. Misia nawet lubiła te swoje krowy. Nigdy nie sprawiały jej kłopotu, nauczyły się jej ścieżek i reagowały na jej głos. Każda miała swoje oficjalne imię i nieoficjalne przezwisko wymyślone przez Misię i będące wielką tajemnicą dziewczynki. Misia posługiwała się krowimi przezwiskami tylko wtedy, kiedy była pewna, że nikt jej nie słyszy. To była jej tajna zabawa i nic nikomu do tego. W zeszłym roku, urodził się przy niej na łące mały cielaczek. Patrzyła jak krowa wypiera bezkształtne ciałko, jak popycha je nosem i wylizuje do sucha. Misia była tak przejęta, że niemal zapomniała o oddychaniu. Piszczała z radości, kiedy cielę wstało na nogi i przyssało się do matki. Z kolei jak ojciec sprzedawał krowę do rzeźni, Misia nie odzywała się do niego tygodniami, oskarżając go o bezduszność. Misia nawet lubiła te swoje krowy, ale gdyby mogła, zostawiłaby je natychmiast.
Jakaś niewytłumaczalna siła ciągnęła jej myśli poza horyzont. Była pewna, że właśnie tam jest ten świat, który czasem śni jej się w nocy.


W tajemniczym woreczku mam dla Misi kolczyki... żeby miała jakąś alternatywę dla wiśni, które wiesza sobie czasami na uszach. Wiśniowa biżuteria jest idealna, niestety bardzo nietrwała.


Jeżeli jeszcze ktoś zjadł swoje wiśniowe kolczyki, to proszę:


5 komentarzy:

evifountain pisze...

no i co ?
wyruszyla ?
my chcemy ciąg dalszy Misi !!!

cOto.patchwork pisze...

Jejku... A czy ja mogłabym czasami zastąpić Misię?

Kolczyki prześliczne!
Ale ta łąka... Najpiękniejsza!

Anonimowy pisze...

Przeczytałem wszyyystko, choć trwa jeszcze gorączka sobotniej nocy;-). Dopiero dzisiaj pożegnałem ostatnich gości. Nareszcie zaczęłaś pisać. Będę bywał nad tym stawem, na razie online, ale może kiedyś zrobimy warsztaty patchworku w Karpnie??? Już słyszę tętent koni na górce, już Irun zrywa się do biegu a Jaś skacze do wody z pomostu. Fajnie tam macie.
Wolę być Twoim przyjacielem niż znajomym, ale rozumiem ostrożność, też staram się nie nadużywać Przyjaciół. Od teraz możesz już nazywać mnie Paweł. Buzi w czółko dla Dziewczynek i Chłopaków. Wszystkich, tych z Tęczyna też.

Kamila pisze...

Paweł - ojciec chrzestny. Przyjaciel! Dzięki, że wpadłeś mimo gorączki ;)

Aldona pisze...

Początek bardzo ładnego opowiadania :)) Wietrzę talent, Kamilko! Niejeden... ;)