poniedziałek, 21 marca 2011

Pierwszy dzień wiosny

Nasza dziesiąta wiosna tutaj.




10 lat temu, kiedy zamieniliśmy bieszczadzką wieś na wieś zachodniopomorską, z braku bardziej konstruktywnego zajęcia, przejechałam z maleńkim Jasiem okoliczne lasy i błota na czterech małych, wózkowych kółeczkach. Lasy tu, gadają głośno i wyraźnie. Zdziczałe sady i regularne sterty ciosanych kamieni świadczą o tych co tu kiedyś żyli, pracowali, wychowywali dzieci i wierzyli w jasną przyszłość. Niewiele po nich zostało: ograbione cmentarze. Kamienne fundamenty. Zagłębienia piwnic. Zgarbione jabłonki. Echa historii i ludzkich dramatów. Na jednym z fascynujących mnie rumowisk, znalazłam małego świerczka. Wrośnięty korzonkami w stertę kamieni, uczepiony życia i nieświadomy rychłego końca. Z łatwością stamtąd go wyrwałam i posadziłam koło domu nadając mu przydomek „Świerk Jaśka”.



Dziś wróciłam w to samo miejsce z moją małą córeczką. „Świerk Marysi” prezentuje się przepięknie. Będzie rósł razem z nią.



Spacerując po budzącym się do życia lesie natknęłam się na smutny widok. Dziki las, kolory ziemi, subtelny zapach rozmarzającej gleby... i pstrokata plama wyzywająco i natrętnie zakłócająca idealną równowagę miejsca. Tym smutniejsze, że zawartość tej hałdy pochodzi z dziecięcego pokoiku. Pluszaki, kołderki, nocniczek... Wszystko, dla jasnej przyszłości naszych dzieci!
Okoliczne gminy zadbały, żeby w każdej wsi były kontenery na odpady szklane i plastikowe - dostępne za darmo! Dodatkowo, przy każdym cmentarzu stoją śmietniki na odpady komunalne, do których od bidy też można wrzucić śmieci... a jednak las jest bardziej „po drodze”. Powiem szczerze, szlag mnie trafił!







Ale żeby nie kończyć tego pięknego dnia tak ponuro, to proszę:
Chciałam sprawdzić, czy metodą Moniki  można uszyć crazy patchwork. Monika na warsztatach, pokazała nam metodę dzięki której mogę szyć nie bacząc na rodzaj materiału. Grube, cienkie, rozciągliwe, przezroczyste.... koronki, kawałki firanek i co tam jest pod ręką. Szyje się to na podkładzie i robota jest cudownie przyjemna. Dzięki Ci Moniko. Tak więc z siaty z odpadami wyciągnęłam jakieś skrawki żeby przećwiczyć technikę. Ale koniec końcem, żal było wyrzucać. Doszyłam więc boczki i wyszła zgrabna podusia, która z kolei dostała siostrę bliźniaczkę (poduszki lubią występować parami). Jasiek skrytykował guziki na środku – będą  się odciskać na twarzy!




Tyły uszyte są z koszul. Pomysł ściągnęłam od Ani , za jej pozwoleństwem.

7 komentarzy:

Monika Karasińska pisze...

Brawo!Piękne podusie!Jaka zdolna uczennica!W kwestii guzików przybijam piątkę Jaśkowi,mam takie same ,praktyczne,podejście.Poduszka w końcu jest pod uszka,czyli do przytulania,albo jakoś tak.Pozdrawiam - Monika

cOto.patchwork pisze...

Poduchy są przesłodkie!
Wspaniale je uszyłaś!

Co do tych śmieci - po prostu bym zabiła!!! Nie można tego gdzieś zgłosić? Jakieś dochodzenie zrobią i chociaż ukarzą albo będą kazali posprzątać? Ja wiem, że to utopia... Ale zawsze mam nadzieję, że jednak kiedyś będziemy w miarę normalnym społeczeństwem.... Taki piękny las zniszczyli!!!

gocha pisze...

Zawsze jak gdzieś widzę takie śmeci, włączają mi się agresory. Nie pojmuję, nie zrozumiem i nie tłumaczy to nawet bezrobotnego, że wywóz śmieci kosztuje. To niech już lepiej podrzuci w worach pod urząd gminy - z karteczką, że go nie stać, a lasów zaśmiecać nie che.

Anonimowy pisze...

Po przerwie, byłem dzisiaj nad stawem. Widać wiosnę, nie tylko w przyrodzie. Technika i pomysły coraz lepsze. Za kilka dni jadę do Pragi na PATCHWORK MEETING. Zobaczymy co siostry i bracia Czesi wymyślili. Po powrocie napiszę, może nieco więcej w mailu. W maju jesteśmy u Was całą brygadą, już się cieszę.
Takie śmieci w Waszym lesie to przecież tylko jakiś okoliczny idiota mógł wysypać. Nikt normalny nie jedzie drogą bez przejazdu by wysypać śmieci. Abstrahując już od tego, że nikt normalny nie wysypuje śmieci w lesie. Pozdrawiam, Paweł.

Aldona pisze...

Śliczne są! Ojtam, ojtam - w policzek by guziki kłuły, ale pod pupą (byle nie gołą) wadzić nie powinny ;)
*
Na Mazurach z przyjaciółką Iwonką co roku idziemy w las - w gumowych rękawicach na rękach, z największymi plastikowymi worami - i sprzątamy!!!
Nie żebym uważała za obowiązek wyręczanie flejtuchów oraz gminy - ale oczy bolą patrzeć, a my tak lubimy tam jeździć w każdy ciepły dzień...

Gazynia pisze...

śliczne podusie!!! Mi tam jakoś guziczki nie przeszkadzają, a dopełniaja całości:)

Unknown pisze...

...bo to nie do spania podusie, tylko do ozdabiania! Im bardziej oglądam, tym bardziej mam ochotę wiecej czasu spędzić w Twojej pracowni....