piątek, 1 kwietnia 2011

Adrenalina

Adrenalina

Oto i ona. Ładna, taka patchworkowa.


Adrenalina to hormon i neuroprzekaźnik katecholaminowy wytwarzany przez gruczoły dokrewne pochodzące z grzebienia nerwowego. Ufff.

Odgrywa decydującą rolę w mechanizmie stresu, czyli reakcji organizmu człowieka i zwierząt kręgowych na zagrożenie, objawiających się przyspieszonym biciem serca, wzrostem ciśnienia krwi, rozszerzeniem oskrzeli, rozszerzeniem źrenic itd.

Działanie adrenaliny polega na bezpośrednim pobudzeniu zarówno receptorów α-, jak i β-adrenergicznych, przez co wykazuje działanie sympatykomimetyczne (znanym psychoaktywnym sympatykomimetykiem jest amfetamina lub kokaina, których działanie znamy choćby ze szkolnych pogadanek w ramach zapobiegania narkomanii).

Adrenalina podana dożylnie działa szybko, ale krótko i jest w tej postaci stosowana przy reanimacji. Ma ona w tym zastosowaniu działanie pobudzające kurczliwość mięśnia sercowego, poprawiające przewodnictwo bodźców w sercu, a także poprawę skuteczności defibrylacji elektrycznej. Jest stosowana w leczeniu wstrząsu anafilaktycznego i w tych przypadkach napadów astmy oskrzelowej, kiedy nie pomaga podawanie innych leków.*

Dziś jednak, po wydarzeniach ostatnich dni, nie myślę o adrenalinie w ampułce, ale o tej, do wytworzenia której potrzebne są wysokości, głębokości, szybkości. Adrenalina, która uzależnia, a uzależniony chce coraz wyżej i szybciej, nie myśląc o zagrożeniach, konsekwencjach, możliwości utraty zdrowia czy życia. Pasjonaci igrania z ogniem wydają mnóstwo pieniędzy na swoje hobby i możliwość poczucia jak ich serca szaleją, jak świat staje się maleńki, jaka moc w nich drzemie, jak potrafią przenieść się o własnych siłach do krain niedostępnych dla tych, co za szczyt hazardu uważają pominięcie nowego odcinka „M jak Miłość”. Ryzyko jest wliczone i nikt o tym długo nie dyskutuje (może poza bliskimi, co mówią cichutko: uważaj na siebie).
J. się udało. Poobijany ale żywy jest już bezpieczny. Nie pytam nawet czy pójdzie znowu, pytam raczej - kiedy?


Zdj. J. - nie pytałam o zgodę.

A to drugi co lubi poigrać. Zdj. własna małżonka mu wykonała.


A ja?
Ja jestem na przymusowym urlopie sponsorowanym przez biuro podróży AnginaTour. Bez wychodzenia z domu, bez paszportu, na plaży non stop. No i niczym skończonym pochwalić się nie mogę. Ogryzki powoli się pikują. Jeszcze daleka droga. A w międzyczasie przyszła do mnie paczuszka - niespodzianka od Aldonki.

Aldona jest z tych, którzy mijający czas mają sobie za nic. Dziewczęca, eteryczna, zaangażowana, kiedyś koleżanka mojej mamy, dzisiaj także i moja J Paczka zawierała reminiscencje jej patchworkowej pasji. Wśród szmatek i w towarzystwie amerykanckiego katalogu był projekt narzuty wraz z wyciętymi łatkami. Brakowało tylko jednej, w lewym dolnym rogu.





(ach to cholerne słońce!)

"Zrób z tym, co chcesz. Wyrzucić też możesz"... no to spróbowałam coś z tego zrobić, a Ty Aldonko myśl gdzie sobie to "cudo" położysz!



*Wikipedia

3 komentarze:

cOto.patchwork pisze...

Piękne to zdjęcie J.!!!!! Normalnie - jak w niebie...

Świetne te łatki od Aldony!
Fajny kocyk z niej wyjdzie. A tą ostatnią łatkę - daj taką od siebie , jak czujesz. Może być nawet czerwona!

Kamila pisze...

Oj Aniu, niewiele brakowało, żeby zobaczył jak na prawdę tam jest.

Anonimowy pisze...

Dopiero teraz zobaczyłam te notki :))) Jakie miłe! Jedna poprawka: PRZYJACIÓŁKA. Twojej Mamy, tak, i również Twoja - wszystko się teraz zgadza ;)
A o bracie dowiedziałam się też niedawno, w sumie dosyć przypadkiem... Ma chłopak kupę szczęścia. Mocny, dobry był Anioł Stróż!
Mam nadzieję, że czytasz te spóźnione kmentarze, po całych tygodniach od postu...
Cieszę się, że łatki we właściwe ręce trafiły :))
Co za utalentowany pracuś!
Ale jak ja bym mogła zabrać sobie teraz owoc tej cłej pracy?! Korzystaj, używaj, ciesz się :)
I, by the way: Twoje życie TEŻ jest pełne przyód. Tylko innych. I na pewno nie była największym wyzwaniem „rezygnacja z klejnego odcinka M jak Miłość”...;)) Całusy, Aldona