piątek, 6 maja 2011

(prawie) Batik

No i stało się.
Dostałam pierwsze zlecenie! I to nie tam jakaś okładka, ale narzuta! Najprawdziwsza, duża... spędzająca mi od kilku dni sen z powiek ;)
Dostałam kilka wytycznych odnośnie ewentualnych kolorów, wystroju pokoju i ogólnych preferencji przyszłej użytkowniczki, ale najważniejsza wskazówka to taka, że narzuta ma być KOŃSKA! Czasu na realizację mam dużo, ponieważ pokoik jeszcze w remoncie, ale już kombinuję, zamawiam próbki i zszywam w myślach.
Końskie motywy są mi niezwykle bliskie. Konie fascynują, urzekają i  inspirują artystów wszelkiej maści: malarzy, fotografików, rzeźbiarzy, poetów. I chyba każdy, kto kiedykolwiek brał się za końską sztukę wie, jak trudno oddać piękno, siłę, grację i charakter tego zwierzęcia. Nie każdy może być Kossakiem, toteż osobiście wolę prymitywne podejście do tego tematu. Pierwsza myśl to batik. Taki jaki widziałam u  Marty. Niestety wejście w posiadanie owego okazało się trudniejsze niż myślałam. Myśl absolutnie szalona zakiełkowała w mojej głowie: a może by tak własnym sumptem...
Niewiele wiem o batiku, w zasadzie to nic nie wiem. Toteż to, co poniżej, jest jedynie zabawą i na pewno nie będzie częścią narzuty ;)

1. Pozbierałam wszystkie woskowe kredki mojego syna.


2. Na białym płótnie narysowałam końskiego modela.


3. Z recyklingowego wora wyjęłam wszystkie puszki, powrzucałam kredki dzieląc kolorami i podgrzałam w piekarniku


4. Rozgrzanym woskiem pomalowałam szkic. Wosk bardzo szybko stygnie a (teraz już wiem) trzeba malować baaaardzo gorącym, żeby dobrze wniknął w tkaninę.


5. Pędzelek czyścił się w gotującej się wodzie.


6. Tak pomalowanego konika pogniotłam, żeby uzyskać charakterystyczne dla batiku ciemne linie.


7. I z braku farby do tkanin, zabarwiłam całość... atramentem. Wszak to miała być tylko próba :)


8. Schło, schło a jak wyschło, to wyprasowałam przez gazetę... dużo gazet, wypełniając dom woskowym smrodkiem :) I wyszło coś takiego:


Jestem przekonana, że przy odrobinie praktyki i wiedzy na temat zachowywania się wosku podczas nakładania i prasowania, można tym sposobem zrobić bardzo ładne rzeczy. Może jeszcze kiedyś spróbuję? A na razie zamawiam tkaniny zza oceanu ;)


P.S. Myślałam, że pomysł jest oryginalny, ale właśnie znalazłam to. Kolejny raz okazuje się, że wszystko już było :) No i Suzy batik jest chyba lepiej dopracowany :)

3 komentarze:

cOto.patchwork pisze...

Zrobiłaś prawdziwą lekcję poglądową!
A konik wyszedł wspaniale!
Szkoda, że nie mam talentu do rysowania i malowania... Bardzo ciekawa jest ta technika.

Kirie pisze...

Bardzo podoba mi sie efekt koncowy. Choc mysle, ze dla mnie za duzo pracy (:D len jestem). No i sprawdza sie to, ze tam gdzies w internecie wszystkiego juz probowali. A jesli myslimy, ze jestesmy pierwsi, to po prostu dlatego, ze jeszcze na odpowiednia www nie trafilismy...

Nailaa pisze...

bardzo bardzo mi się podoba :D