niedziela, 1 maja 2011

Urodzinowe rowerowanie



Moje pierwszomajowe urodziny przywołują traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa. Otóż dzień Pierwszego Maja zawsze był obywatelom organizowany i nie było mowy o spontanicznych spotkaniach czy wyjazdach. Rano do szkoły w stroju galowym. Szybka próba generalna, żeby przypadkiem słów wiersza na cześć wodza czy też przyjaciela narodu nie pomylić (co zdolniejsi mieli przywilej recytowania w języku rosyjskim).

"O wielkim Stalinie"
L. Krzemieniecka


...Józef Stalin - już to imię znacie.
Ludowej Polski - wielki przyjaciel.
Jego armia, jego wola wzniosła
krwi ofiarą wolność nam przyniosła.

W pierwszych latach, gdy nam zbrakło zboża,
Stalin spichrze radzieckie otworzył,
słał transporty surowca i maszyn,
żeby przemysł ruszył w kraju naszym.

W Polsce szkoły i fabryki rosną,
rośnie szczęście i socjalizm rośnie.
Imię wodza pokoju - Stalina -
ludzie nasi powtarzają z ufnością.

Potem pobranie rekwizytów od woźnej: portrety umiłowanych ojców komunizmu nieśli chłopcy, bo stawiały większy opór powietrza niż flagi. Jak zawiał wiatr, flagi w dłoniach dziewczynek malowniczo łopotały, a portrety musiały mieć oparcie w silnych barach ósmoklasistów. Pierwszaki machały tekturowymi gołąbkami... i to była ta fajna część ;) Po części oficjalnej, koleżanki i koledzy mieli przychodzić do mnie na przyjęcia urodzinowe, ale nikt nigdy nie chciał, bo o 14ej na stadionie był mecz piłki nożnej, i to było o wiele bardziej interesujące. Wpadali na chwilę, obdarowywali mnie śpiewnikiem piosenki żołnierskiej albo różowym słoniem oblepionym cekinami i wracali w pośpiechu żeby zdążyć na gwizdek sędziego.
Kiedyś moja mama nie mogła być w tym dniu w domu, upiekła mi tort i zaufała, że poradzę sobie z ugoszczeniem kolegów. Miało być szesnaście osób, przyszło sześć. Więc pokroiłam ten tort na sześć części i dziwiłam się, że nikt tortu nie zjadł do końca. Ze łzami w oczach sprzątałam po tej porażce i od śmierci samobójczej po towarzyskim blamażu uratowała mnie sąsiadka, która, żeby mnie pocieszyć, zjadła jeden z tych gigantycznych kawałków. 

 Dzisiaj zrobiłam sobie prezent i popedałowałam na chwilę do lasu naładować baterie zapachami, zielonościami i słońcem. Kolejny raz zachwyciłam się tym wszystkim, czym mam zaszczyt zachwycać się codziennie. 

Tkwiących w zachwycie pasjonatów Pojezierza Drawskiego jest więcej. Leszek Paradowski z dużą wrażliwością i świetnym warsztatem dokumentuje uroki naszych okolic i z pewnością się nie obrazi jak odwiedzicie Jego stronę. Uwaga! Zawartość wciąga na długie godziny i trudno opanować westchnienia! 

A ja zapraszam na urodzinową wycieczkę rowerową :)





















A na koniec literki, które  robią furorę na drzwiach do wielu dziecinnych pokoików. Ciekawe czy małe chińskie rączki mają taki sam sprzęt do nadziewania zabawek? U mnie chińskie pałeczki sprawdzają się znakomicie :)





9 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Urodzinowe buziaki. Wszystkiego fajnego nie tylko patchworkowego. Ale masz cudny dzień na urodziny. Przyroda aż kipi z radości.
Ania

PRACOWNIA GUZIK z PĘTELKĄ pisze...

Przyłączam się do życzeń i aż wzdycham z zazdrości, że żyjesz w takim cudnym miejscu... U mnie dookoła tylko beton i jakieś namiastki zieleni. Marzę o takim zakątku dla mojej rodzinki, a póki co podziwiam widoki na wycieczce rowerowej - tyle, że pedałować nie muszę:)

monikaks.pakamera.pl pisze...

Wszystkiego najlepszego!!!!A swoją drogą naprawdę w 1984 roku nosiliście portrety wodzów komunizmu i recytowaliście wiersze o Stalinie?!

JOASIA pisze...

w odpowiedzi na powyższy koment : ja to pamiętam !!!!!! naprawde tak było !!!!!! ba i po rosyjsku recytowaliśmy, a jakże !!!!!

monikaks.pakamera.pl pisze...

O Stalinie!!!W 1984 roku!!!

JOASIA pisze...

Lasy u Ciebie bardzo podobne jak i u mnie, ale z tego co widzę to Karpno jest dość daleko ode mnie ale zachodniopomorskie nas łączy. Ja mieszkam przy trasie S 3 Gorzów - Szczecin :) na pojezierzu mysliborskim :)

Kamila pisze...

Moniko, Stalin był wtedy wiecznie żywy, a jego zasługi ponadczasowe. A jakież wiersze o nim piękne :) Wtedy jeszcze nie bardzo wiedziałam kto to ten Stalin, Lenin, Marks, Engels, Gierek... ale kazali śpiewać i recytować, to śpiewalim i recytowalim. Nawet w latach osiemdziesiątych. Nosilim plakaty na kijach od szczotek takie, jakie szkoła miała na stanie, a tam i wąsacze i brodacze... takie mam wspomnienia.

yenulka pisze...

Kamila, wszystkie najlepszego urodzinowego!!! I muszę przyznać że bardzo mi się podobają widoki podczas Twojej wycieczki uwiecznione :)

cOto.patchwork pisze...

Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!!!

Okolice cudne... Na szczęście trochę znam z autopsji!