czwartek, 24 marca 2011

Dla Witka z Chmiela

Zainspirowana przez Anię, Marynę i inne hiperaktywne babki, urodzona w Ustrzykach, przez lata po sąsiedzku z Chmielem, nie mogę się nie dołączyć. Zajrzyjcie proszę tu http://bietas.blogspot.com/

poniedziałek, 21 marca 2011

Pierwszy dzień wiosny

Nasza dziesiąta wiosna tutaj.




10 lat temu, kiedy zamieniliśmy bieszczadzką wieś na wieś zachodniopomorską, z braku bardziej konstruktywnego zajęcia, przejechałam z maleńkim Jasiem okoliczne lasy i błota na czterech małych, wózkowych kółeczkach. Lasy tu, gadają głośno i wyraźnie. Zdziczałe sady i regularne sterty ciosanych kamieni świadczą o tych co tu kiedyś żyli, pracowali, wychowywali dzieci i wierzyli w jasną przyszłość. Niewiele po nich zostało: ograbione cmentarze. Kamienne fundamenty. Zagłębienia piwnic. Zgarbione jabłonki. Echa historii i ludzkich dramatów. Na jednym z fascynujących mnie rumowisk, znalazłam małego świerczka. Wrośnięty korzonkami w stertę kamieni, uczepiony życia i nieświadomy rychłego końca. Z łatwością stamtąd go wyrwałam i posadziłam koło domu nadając mu przydomek „Świerk Jaśka”.



Dziś wróciłam w to samo miejsce z moją małą córeczką. „Świerk Marysi” prezentuje się przepięknie. Będzie rósł razem z nią.



Spacerując po budzącym się do życia lesie natknęłam się na smutny widok. Dziki las, kolory ziemi, subtelny zapach rozmarzającej gleby... i pstrokata plama wyzywająco i natrętnie zakłócająca idealną równowagę miejsca. Tym smutniejsze, że zawartość tej hałdy pochodzi z dziecięcego pokoiku. Pluszaki, kołderki, nocniczek... Wszystko, dla jasnej przyszłości naszych dzieci!
Okoliczne gminy zadbały, żeby w każdej wsi były kontenery na odpady szklane i plastikowe - dostępne za darmo! Dodatkowo, przy każdym cmentarzu stoją śmietniki na odpady komunalne, do których od bidy też można wrzucić śmieci... a jednak las jest bardziej „po drodze”. Powiem szczerze, szlag mnie trafił!







Ale żeby nie kończyć tego pięknego dnia tak ponuro, to proszę:
Chciałam sprawdzić, czy metodą Moniki  można uszyć crazy patchwork. Monika na warsztatach, pokazała nam metodę dzięki której mogę szyć nie bacząc na rodzaj materiału. Grube, cienkie, rozciągliwe, przezroczyste.... koronki, kawałki firanek i co tam jest pod ręką. Szyje się to na podkładzie i robota jest cudownie przyjemna. Dzięki Ci Moniko. Tak więc z siaty z odpadami wyciągnęłam jakieś skrawki żeby przećwiczyć technikę. Ale koniec końcem, żal było wyrzucać. Doszyłam więc boczki i wyszła zgrabna podusia, która z kolei dostała siostrę bliźniaczkę (poduszki lubią występować parami). Jasiek skrytykował guziki na środku – będą  się odciskać na twarzy!




Tyły uszyte są z koszul. Pomysł ściągnęłam od Ani , za jej pozwoleństwem.

sobota, 19 marca 2011

Okazje do świętowania są trzy: po pierwsze dziś księżyc zbliżył się do ziemi na najbliższą z możliwych odległości - 363104 km. Księżyc jest w tak zwanym perygeum, co w tym roku pokrywa się z pełnią dlatego jest taki wielki, piękny i majestatyczny. Po drugie, nimbostratus gdzieś się ulotnił i dzięki temu największy od 19. lat księżyc wpada przez moje okno.



A po trzecie, co uświadomiła mi Shayneen tutaj, dziś jest amerykański Narodowy Dzień Pikowania! To chyba wystarczająco dużo powodów żeby otworzyć wino i na chwilę się uśmiechnąć w zadumie nad księżycem, mgłą i pikowaniem...

piątek, 18 marca 2011

Właśnie nadeszło zjawisko odpowiedzialne w naszej okolicy za występowanie mchu na dachach, drzewach, kamieniach, powiekach... Nimbostratus praecipitatio, stratus złej pogody charakteryzujący się sinoszarą barwą, wisi nisko nad człowiekiem. Czasem liże mu czubki butów, czasem przyklepuje odstające kosmyki włosów, ale nigdy nie dopuszcza prześwitów w swojej skostniałej strukturze. Nienawidzi lazurów, błękitów ani kobaltów. Wisi. Stanowiąc tło dla depresji i beznadziei.


Jeszcze trzeba przetrwać kilka dni, zająć się czymś zanim urodzą się na nowo kolory.

Ogryzki w których jakiś czas temu utonęłam, miały być kolorowym misz-maszem, ale gdzieś zabrakło pazura. Widocznie w czasie wycinania łat, moja ponura strona doszła do głosu. A może nimbostratus wisi też nad tym pledem i jak zniknie, to i pled nabierze kolorów?


Bałam się trochę, że Apple Core będzie dla mnie za trudny, ale chyba daję radę. Nacinanie wklęsłych łat po krawędzi ułatwia baaaardzo cały proces zszywania i wcale nie muszę wachlować stopką ani wyjmować szpilek na bieżąco. Zdarzają się oczywiście małe niedociągnięcia i mikrozakładki, ale te pruję i naprawiam. Na początku wydawało mi się, że nikt nic nie zauważy i będzie git, ale tak się nie da. Jak wiem o jakimś babolu, to napada on na mnie za każdym razem jak patrzę na pracę.
Tajemnicą są wciąż szwy po lewej stronie. Obawiam się, że będzie tam trochę bałaganu.
Zastanawiam się też nad pikowaniem: ręcznie czy maszynowo? Ale obawiam się, że nie dam rady upchać tego całego materiału w maszynę.

Odskocznią od monotonii okazały się okładki na zeszyty. Moje faworyty. Stosunkowo szybki efekt, ogrom możliwości i niezłe pole eksperymentalne.
Tę, uszyłam specjalnie dla dziewczyny o której ostatnio często i ciepło myślę. Jej obecny adres to Karowa w Warszawie, gdzie czeka na narodziny swoich chłopców bliźniaków. Zestaw fioletów powinien zadowolić nawet Ją, choć jeżeli idzie o fiolet, to J. jest bardzo stanowcza! Jak wróci do domu, będzie miała niespodziankę.




Jak widać, guziki znalazły stałe miejsce w moich wytworach. A przy lampie błyskowej nawet te oszałamiające fiolety wyglądają jak populara "dykta". Szkoda.

niedziela, 13 marca 2011

W świecie ptaków zaczyna wrzeć. Przyleciały szpaki i jeszcze nie poznajdowały swoich lęgowych miejsc. Latają w chmarach kopiując nawzajem swoje ruchy. Aż dziw, że się nie pozderzają w locie.  Czy wiecie, że szpak jest ptakiem mimetycznym, potrafiącym naśladować odgłosy innych ptaków a przy częstym kontakcie z ludźmi, ludzki głos? Poznane odgłosy często splata ze swoich śpiewem, który jest serią ćwierków z krótkimi skrzekami i klekotaniem, zwykle z cichymi skrzypnięciami w tle, powtarzając jeden wers wielokrotnie.
Miło popatrzeć na te  ruchliwe ptaszki, choć z pewnością znajomy sadownik spod Grójca nie pała do nich miłością. Szpaki uwielbiają wiśnie, czereśnie i śliwki, nawet te sfermentowane. Alkohol szpakowi nie szkodzi, ponieważ szpak ma bardzo wysoki poziom dehydrogenazy alkoholowej – enzymu rozkładającego alkohol. Kac szpakowi nie straszny.*




Ostatnie mrozy zmasakrowały wszystko co zielone. Jedyna zielona rzecz w okolicy, to kawałek płótna upolowanego ostatnio w Seveth Heaven. Skrawek ino, ale powala bajkową zielonością. Posłużył mi do nauki pikowania. Nie wiem czy czegoś się nauczyłam, ale kilka wniosków wyciągnęłam. Po pierwsze, najtrudniej pikować prosto – to chyba w ogóle nie możliwe! Po drugie, rękawiczki do jazdy konnej świetnie się nadają do pikowania. Po trzecie, pikowanie bez rękawiczek grozi wytarciem linii papilarnych. Po czwarte... wyłączyć transport!!!



Frywolitka nie jest niestety moim dziełem. Kiedyś Magda, bieszczadzka dziewczyna o wielu talentach, próbowała mnie nauczyć tej sztuki, ale poległam.


Mam wrażenie, że w takim zeszycie nawet matematyka może być prosta!




P.S. Już dwie osoby zwróciły mi uwagę, że to okrągłe na okładce, to nie jest frywolitka!!!Ale dla mnie to żadna różnica, bo na szydełku też nie potrafię :)

*źródło:Wikipedia

wtorek, 8 marca 2011

8 marca


Ósmy dzień marca dobiega końca, a ja dopiero teraz ofiaruję Nam kobity bukiet pięknych tulipanów.


Uciekł mi ten dzień nie wiadomo kiedy i jak. Przegalopował po mnie nie zostawiając śladu. Tysiąc wykonanych ruchów, wszystkie absolutnie niezbędne i kompletnie niepotrzebne.
Żurawie przekonują, że to już wiosna. Jeszcze ziemia zmarznięta, jeszcze lód na jeziorze, na drzewach ani śladu zieloności, ale powietrze pachnie zdecydowanie inaczej. Dzień trwa w nieskończoność. Chmury zapomniały zawisnąć nad głowami. Nadzieja.




Szyciowo trochę zima. Niewiele się udało. Udał się słoń, ale nie do końca.



Przyjemniaczek, niczego sobie, prawda? Jednak jak przyjżeć się bliżej, to lipa. Coś się poprzesuwało i symetrię szlag trafił.

Ale z boku nie widać ;)


Korzystając z tego samego szablonu wypróbowałam stopkę do guzików i zmierzyłam się z aplikacją.



Ten słoń ma wiosenne, kłapciate uszy i odstający ogon ze sznurówki. Śliniak jest dwustronny i jutro przepikuję ręcznie wokół słonia... może uda się trochę zamaskować opadający zadek!

Dzięki dziewczynom z forum http://www.szyjemy-po-godzinach.pl/ rozszyfrowałam stopkę do pikowania, ale jeszcze nie mam odwagi jej użyć.


poniedziałek, 7 marca 2011

Była w TV taka reklama (chyba jakiegoś samochodu), w której para młodych ludzi, lekko zdezorientowanych, ogląda wystawę sztuki współczesnej. Stęsknieni wyłącznie swojego towarzystwa, a może zażenowani poziomem wystawy, szybko chcą się urwać i zabierają swoje płaszcze z wieszaka. Kłopot w tym, że ten wieszak, jest częścią wystawy! Jakże mogli nie zrozumieć tak wyrazistego, artystycznego przesłania!

Przyjaciółka moja, korzystając z rzadkiej okazji, odwiedziła galerię w przepięknej Łódzkiej Manufakturze. Ogromna przestrzeń w sercu miasta poświęcona sztuce. –I wiesz co? –opowiadała potem -Najfajniejsza była winda! Tylko że ona nie była częścią ekspozycji! 

Co to jest sztuka? Kiedy artysta jest artystą? Czy to moja ignorancja nie pozwala mi zrozumieć „wieszaka” czy też wieszak nie chce być zrozumiany. Woli zostać wieszakiem. I jest szczęśliwy jako wieszak. Czy suma pieniędzy i liczba ofert są jedynymi wyznacznikami wartości artystycznej, czy wręcz przeciwnie?

Darek Zawadzki jest samoukiem, ogromnym wrażliwcem, detalistą i realistą. Jak łatwo się domyśleć nie figuruje na liście magazynu Flash Art jako najbardziej wpływowy artysta dzisiejszych czasów. A ja zastanawiam się dlaczego! Myślę, że nie miałby nic przeciwko gdybym zamieściła tu zdjęcia jego prac, ale chyba nie umiem. Umiem podać adres strony na której jest wszystko i jeszcze więcej  http://www.yogoro.biz/

Jestem szczęśliwą posiadaczką zeszytu do którego okładkę namalował Darek właśnie. To jeden z najładniejszych przedmiotów jakie mam.



Chciałabym, żeby moje paczorkowe okładki też komuś sprawiły przyjemność.

Oto treningowy wytwór weekendowy. Pierwszy, więc do ideału mu daleko. Największą trudność miałam z przeszyciem krawędzi. Wyszło baaardzo krzywo mimo specjalnej stopki do szycia krawędzi.


Sentyment do koralików pozostał.


A taki jest efekt końcowy.

piątek, 4 marca 2011

Kiedy Bohumil Hrabal dostał od swojej żony w prezencie nową maszynę do pisania, starą przykrył pierzyną, żeby nie musiała patrzeć na akt zdrady.


Mój nowy romans zaczyna się burzliwie. Paczka po 10 dniach przyjechała do mnie, obklejona listami przewozowymi niczym walizka podróżnika. Najsłodsza karteczka była taka:


...Dlaczego niby dom w lesie ma być złym adresem??? Ja tam nie narzekam ;)


A w środku...



Maszyna jest, tylko niestety bez Pana Janusza! I kto mi teraz naprawi pedał który nie działa???
Mimo defektu, wypróbowałam wszystkie ściegi próbując się zaprzyjaźnić. Teraz już nie ma odwrotu! Ahoj przygodo.

czwartek, 3 marca 2011

Test IQ

Nigdy nie robiłam sobie testu na inteligencję, bo boję się, że wynik wyjdzie mi poniżej osiemdziesięciu. To z pozoru wyjęte z kontekstu zdanie, będzie miało swoje uzasadnienie za chwilę, jak tylko odważę się napisać o swoim koncepcyjnym wyczynie. Otóż w Poznaniu oglądałam piękny quilt uszyty przez Shayneen. Wzór „Apple Core” – klasyka patchworku amerykańskiego. Fantastyczny, tkaninowy bałagan przy jednoczesnej precyzji wykonania. Coś w sam raz dla mnie. Mogę poszaleć z posiadanymi materiałami, wykorzystać swoją cierpliwość przy wycinaniu łat, których musi być ponad 200, a szycie po łuku nie powinno mi sprawić większych problemów. I tak sobie wycinam wolnymi chwilami te ogryzki 



i... nagle coś mnie tknęło. Złożyłam kawałki prawymi stronami i...




tu się okazało dlaczego boję się testów IQ. Znienacka, łuki które świetnie do siebie pasowały, kompletnie się rozeszły!!! Żeby je pozszywać, trzeba nie lada maszynowej ekwilibrystyki poprzedzonej wpięciem ok. 2000 szpilek!






Wycofać się z tego projektu nie wypada, ale nie sądzę żebym mogła szybko pochwalić się wynikami.
Na dodatek moja nowa maszyna nie może do mnie trafić. Od 10 dni błąka się gdzieś w okolicach Piły i Bydgoszczy, a panienka z firmy spedycyjnej poinformowała mnie dzisiaj, że kurier nie może znaleźć adresu! I że z powodu braku telefonu do odbiorcy przesyłki (to ja) zamówienie nie może być zrealizowane! Powiedzcie mi, jak ludzie żyli bez telefonów komórkowych??? No jak??? Dzisiaj, jak cię nie ma w systemie, to cię nie ma! Jak Karpna nie ma w giepeesie, to go nie ma! Przesyłka nie może być doręczona, bo kurier nie potrafi korzystać z mapy!

Gdyby nie to, że karmię dziecko piersią, musiałabym chyba się napić :)


P.S. Oglądam te zdjęcia które poglądowo powyżej zamieściłam i dopatrzyłam się, że czerwony materiał jest położony dobrą stroną, natomiast niebieski złą! Znany numer!
I tak, obok różnych przydatnych przyrządów, PRUJKA u mnie ma swoje honorowe miejsce!