piątek, 26 sierpnia 2011

Nic do powiedzenia

Jak człowiek nie ma nic do powiedzenia, to musi się ratować okładkami. Między pieluchą a zupą, jedną ręką, na szybko. Kiedyż ja w końcu dogonię swój ogon?





 Jest jeszcze druga, ale zdjęcie okazało się do bani :(.

piątek, 12 sierpnia 2011

Końska skończona

To zamówienie spędzało mi sen z powiek przez długi czas. Koniec końcem nie wiem czy podołałam. Mam nadzieję, że tak.
Dostałam bardzo konkretne wytyczne kolorystyczne i tematyczne i od razu zdecydowałam, że skorzystam z wzoru attic window, a przez moje okno będzie widać łąkę z końmi. Uszyłam kawałek na próbę i okazało się, że ten wzór ma sens tylko wtedy, jeżeli wyrób wisi na ścianie. Położony na płasko traci swoją trójwymiarowość, która jest jego istotą.


Trochę mnie wtedy przytkało. Nie byłam w stanie nic innego wymyślić. Z pomocą przyszły jak zwykle dziewczyny z forum szyciowego i podrzuciły kilka pomysłów.  Jedna z inspiracji dała nadzieję na wyjście z zaklętego kręgu okien na poddaszu :)

Turkus nie jest moim ulubionym kolorem, a na zestawienie z pomarańczem nigdy bym nie wpadła... Może i kontrowersyjny, ale przyznam szczerze, coraz bardziej mi się taki mariaż podoba.

Gęsto pikowana, powinna służyć nastolatce przez długi czas. Półtora kilometra nici zużytych do pikowania! - nie ma prawa się rozejść :)



Tak wygląda... niemalże w całości. Jest jeszcze niespodzianka na odwrocie, ale jej na razie nie mogę zdradzić ;)


A jesień tego lata mamy piękną. Deszcz padający poziomo uniemożliwia wypasanie dziecka na trawie. Szukamy zatem rozrywek w czterech kątach. Czasem te rozrywki wyglądają tak:



Obrońców praw zwierząt uspokajam, że Marysia też się dzieli swoim jedzonkiem :)

niedziela, 7 sierpnia 2011

Biało-granatowe wyzwanie

Biel i granat to niewątpliwie kolory szkolnych apeli. Do końca wakacji bliżej niż dalej, więc Art Piaskownica już czuje zapach pierwszego dzwonka i wyzwanie jest w galowym ubranku ;) A może to zapach pierogów z jagodami?



piątek, 5 sierpnia 2011

Tuning karmistołka

Zanim mój komputer znowu wyświetli mi dobrze znajomą informację o major problemie zaistniałym w urządzeniu i zanim będę zmuszona pożegnać się z nim na dobre wygrywając konkurs na rzut laptopem w dal, spróbuję szybko coś napisać mając nadzieję, że w między czasie nie zniknie :)

Mój znajomy mawia, że można mu wszystko zarzucić, ale nie to, że jest tolerancyjny i postępowy :))) Ja nad swoją tolerancją pracuję, ale z postępowością też u mnie słabo. Wygrzebałam ostatnio od swoich przyjaciół zabytkowy "karmistołek", który wykarmił niezliczone rzesze dzieciaków, zna smak każdej papki świata i konsystencję biszkopta przemielonego ze śliną. Jest drewniany, obdrapany i cudny! :)))  Poddałam go malutkiemu tuningowi żeby Mania w komfortowych warunkach mogła rozpocząć swoją przygodę ze smakami. Jako, że moja biblioteczka wzbogaciła się o kolejną książkę, uszyłam podusię całkiem (dla mnie) nową techniką. Książka Lindy Causee "365 Foundation Quilt Blocks" traktuje o technice znanej również jako PP (paper piecing) która polega na zszywaniu kawałeczków tkanin według określonego wzoru narysowanego na papierze. Dokładny opis metody można znaleźć na przykład w patchworkowie. Osobiście nie czuję tej techniki i zdecydowanie nie zapisuję się do fanclubu PP, ale czego się nie robi w celach treningowo-warsztatowych?!
Wybrałam dwa wzory, średnio trudne (łatwe?).

Koniczynka składa się z 33 kawałeczków.


Serduszko z 30.


Całość jest połączona, przepikowana "z ręki", z tyłu doszyte troczki utrzymujące poduszkę na właściwym miejscu. Mała rzecz - a cieszy :) 


Na koniec fragment "końskiej"... żeby oswoić się z kontrowersyjnymi kolorami ;)


Mam nadzieję, że technika mnie nie pogrąży... choć przez następnych kilka dni.