piątek, 30 września 2011

Dzień w kolorze... a niech będzie śliwkowym ;)




To był jeden z tych dni, do których wraca się pamięcią kiedy jest smutno, źle i beznadzieja dyszy w kark. Tylko sto kilometrów, i znalazłam się w mięciutko oświetlonym, ciepłym i cichym raju. Nie mogłam uwierzyć w tę pustkę i spokój. Jesienne morze ma przewagę... nad wszystkim :)



Na dole nietknięty piasek


 Na górze nietknięte niebo


Plaża na zachód


Plaża na wschód


... na północ też nuda!


Żadnych lodów, pączków, bączków, naoliwionych ciał i natrętnych łabędzi. Warunki doskonałe do pracy w skupieniu:





A potem Marysia jadła...


I jadła.
Na szczęście dla przyszłych pokoleń, wszystkiego nie zjadła ;)


Próbowała też dopędzić zabłąkaną (jedyną) mewę, ale przekupna mewa za darmo dopędzić się nie dała i odleciała... może do Kołobrzegu na fryty???




Dzień zakończony treningiem piłki nożnej. (Ej, Bolo!!! Daj se spokój z tym kurwa i kurwa! Kobieta z dzieckiem siedzi a ty tylko kurwa i kurwa! - Tak przemawiał trenejro do jednego z graczy czym zaimponował mi niezwykle :) Trener tym samym wygrał w konkursie na dżentelmena roku :) )



Bateryjka w końcu się wyczerpała. Moja też się wyczerpuje, a niestety moją coraz trudniej naładować :(


Odrobina prywaty, ale nie mogłam się powstrzymać ;)

piątek, 23 września 2011

Poduszka dla Zuzi

Podobno PP wciąga...  Czyżby i mnie wciągnęło?
Kolejna rzecz uszyta tą techniką, to poduszeczka dla malutkiej Zuzi.
Rośnij Zuziu zdrowo a aniołek niech zadba o Twój spokojny sen.





poniedziałek, 19 września 2011

Kieszonkowy dom pełen szczęścia

Troszkę wyprzedziłam kolej rzeczy i już powiesiłam firanki w domu na ul. Sycowskiej :) Zeszycik będzie kolejną rzeczą do spakowania przy przeprowadzce ;)





Okładka jest uszyta metodą Paper Piecing. W Patchworkowej Gwieździe wyzwanie pod znakiem PP...
P.S. Oczywiście, to nie ja się przeprowadzam ;) Ja zostaję nad stawem!

niedziela, 11 września 2011

Farmer's Wife pozszywana

To był na prawdę piękny dzień. Słońce, delikatny zapach jesieni i najukochańsi. Jarzębina, czarny bez, biedronki... a potem pełnia księżyca i mgła cicho podchodząca pod taras. Przydomowy puszczyk, herbata z miętą.




Mimo wszystko, po dorobieniu dwóch ostatnich bloków udało mi się pozszywać całość.

 Blok #11 "Diamond in the Rough"


#12 - "June Wedding Bouquet"


A całość wygląda  tak:


Życzę wszystkim, żeby lato jeszcze się nie kończyło. Żeby jeszcze porozpieszczało nas tak, jak ono tylko potrafi...

sobota, 10 września 2011

Codziennie nowy blok c.d.

Wprawdzie porzuciłam hazard, ale i tak nie zadążyłam ;) Zatem znowu hurtem:

#9 - "Chains"

#10 - "Challange"


Myślę, że jutro (o ile znowu nie popadnę w jakiś nieprzewidywalny nałóg) uda mi się pozszywać całość.

Dziś po południu dostałam tajemniczą przesyłkę z antykwariatu "Von Pudlitz".


Poczułam się przez chwilę jak Harry Potter do którego przyleciała nieoczekiwana sowa. Obracałam tę szarą kopertę w dłoniach, potrząsałam nasłuchując jakiegoś dźwięku, ale nic nie wskazywało na to, żeby antykwariat przysłał mi coś, co nie pasowałoby do profilu sklepu z książkami... Ale przecież nic nie zamawiałam... Może to promocja jakaś??? Wylosowali mój numer rejestracyjny, czy co? A może chwyt marketingowy w stylu: Książka zupełnie za darmo jeśli tylko w kolejnym miesiącu zamówi pani trzy kolejne...
Otworzyłam i oto co było w środku:



Od razu wiedziałam kto stoi za tą przesyłką. W każdą niedzielę o 15ej, słuchamy wspólnie w Trójce naszego wielkiego idola - oceanu skromności, przyjaciela Stinga i króla narcyzów ;). Wprawdzie oddalone od siebie o 250km, ale to nikomu nie przeszkadza! Ten film miałyśmy też obejrzeć wspólnie (siedząc na jednej kanapie), ale jak na razie się nie złożyło. Jo, dziękuję (za wszystkie sowy) i uściskuję. K.

14.09.2011 P.S.
A jednak nie Jo.
Poznański adres antykwariatu mnie zmylił. Przez chwilę zrobiło się na prawdę tajemniczo :) Dobrym Duchem i Świętym Mikołajem okazała się przyjaciółka z Warszawy. Dziękuję Aldonko. Pozdrawiam.

czwartek, 8 września 2011

Codziennie jeden blok c.d.

Znowu nie zdążyłam, a to dlatego, że... grałam w karty cały wieczór! Ja, stroniąca od gier wszelkiej maści, cięłam w tysiąca :))).  Przegrałam, to fakt, ale nie z kretesem! Przegrałam tylko trochę ;) Potrenuję, będzie lepiej (hihihi).

Blok # 7, "Stitcher's Squere".


Blok #8 "Star Bright".


Powoli robi się "kolorowy zawrót głowy". Pogalopowałam, wiem, ale cały czas mam nadzieję, że końcowy efekt będzie dobry... a przynajmniej dostateczny :)

wtorek, 6 września 2011

Codziennie jeden blok c.d.

#6 - "Blazing Star"


Patchworkowych wzorów gwiazd jest sporo, Blazing Star jest zdecydowanie moją ulubienicą. Długo chodziła mi po głowie, ale bałam się tych rombów jak ognia. Jest na nią sposób i z pewnością wiele osób widzi to od razu, ale mi rozwiązanie zagadki zajęło sporo czasu, kosztowało sporo nerwów i materiałów. Patchwork to matematyka a logiczne myślenie nie przeszkadza nigdy... Cóż, ja posiadam inne zalety ;)

poniedziałek, 5 września 2011

Codziennie jeden blok c.d.

Wczoraj nie dałam rady, zatem dzisiaj nadrabiam i prezentuję kolejne dwa bloki.
Blok #4 "Mosaic".
Szyjąc te okrąglaczki zatęskniłam za ogryzkami. Kończąc Apple Core zarzekałam się, że już nigdy więcej nic podobnego szyć nie będę, ale dzisiaj wiem, że to tylko kwestia czasu :)


I # 5, "Bear's Paw"


Jestem lekko przerażona kilometrami pikowania, które mnie czekają. Jednak wieczory już teraz niebezpiecznie się wydłużają, a jak przyjdzie markotny sezon jesienno-zimowy, to miło będzie przykryć kolana kanapką.

sobota, 3 września 2011

Codziennie jeden blok c.d.

Blok #3 to (według książki "Patchwork Patronenboek") "Easy Star" i jest na prawdę easy.


Te bloki, które codziennie zszywam mają być docelowo narzutą. Są tylko rozgrzewką przed czymś na co prędzej czy później się zdecyduję ;) Próbna "Farmer's Wife Quilt" będzie miała kolumbryniaste bloki (45x45cm) i jeszcze nie wiem jak będzie duża. Może w międzyczasie znajdzie się na nią ktoś chętny i pomoże podjąć decyzję...

piątek, 2 września 2011

Codziennie jeden blok c.d.

Jako się rzekło, dziś blok #2. Tym razem wachlarz. Nie aplikowany tylko doszyty - nawet się pozchodziło to, co zejść się miało. Czarna falbaneczka ślicznie się wkomponowała. Tylko po co komu wachlarz na zimę ;)


Dziękuję za śliczne komentarze pod poprzednim postem :) Podtrzymują na duchu i rozświetlają mroki.

czwartek, 1 września 2011

Codziennie jeden blok.

Przeczytałam swój ostatni wpis i wstyd mi się zrobiło. Jeżeli ja nie mogę czegoś dopędzić, to przyczyna leży w braku organizacji a nie w nadmiarze obowiązków! Jedno dziecko jeszcze nie zadaje pytań, drugie dziecko już ich nie zadaje, pralka pierze, Cilit Bang myje podłogi, o potrzeby materialne dba mąż... spokój, cisza, kwiatki, chmurki...

Kłaniam się w pas wszystkim kobietom pracującym, wychowującym małe dzieci, robiącym mężom kanapki do pracy, krochmalącym ściereczki, cerującym, szyjącym, używającym pieluchy wielorazowe, malującym z dziećmi rękami i nie denerwującym się na rozciapaną farbę po ścianach, cierpliwie odpowiadającym na pytania, zbierającym części garderoby swoich pociech po parku bez cienia zniecierpliwienia, budującym domy własnymi rękami, uśmiechniętym, zadowolonym, szczęśliwym. A do samej ziemi kłaniam się tym kobietom, które robią to wszystko bez męskiego wsparcia.

W komentarzu pod okładką z ptaszkiem Yenulka napisała, że patchwork w 95 procentach  to dobór tkanin i nie sposób się z Nią nie zgodzić. Niestety to zestawienie nie było moim pomysłem. Widziałam te tkaniny w Szmatce Łatce i zachwyciłam się elegancją i prostotą tych dwojga ;) Zerżnęłam - krótko mówiąc! Ot co! Moje autorskie zestawy są często rozczarowujące... wszystkiego trzeba się nauczyć, a dobieranie tkanin to chyba najtrudniejsza sztuka w całej tej zabawie.

Codziennie choć jeden blok - to chyba niezbyt ambitne założenie... (muszę sprawdzić w słowniku co to znaczy "ambicja" :)))
Dresden Plate jako pierwszy. Wersja (według mnie jedyna słuszna) z zaokrąglonymi brzegami. Aplikowana ręcznie.