niedziela, 9 grudnia 2012

Zima trzyma.

W tym roku przygotowałam się do zimy o tyle o ile. O ile w porę zmieniłam opony na zimowe, zamarynowałam dynię, wycisnęłam sok z malin, nasuszyłam szarej renety i zaopatrzyłam dzieciaki w ciepłe buty, o tyle zapomniałam zakisić kapustę, nie wysuszyłam ani jednego grzyba i nie przykryłam hortensji gnojem. Nie nastawiłam też wina z malin (choć co roku obiecuję sobie, że się tego nauczę)... Za to ubrałam psa, pomimo to, że sika nam na łóżka. Taki prezent mimo wszystko ;) Jeżeli ktoś potrzebuje, to dysponuję wykrojem, a przy okazji przedstawiam naszego championa z krzywymi zębami ;)




Zima, jeżeli się postara, potrafi być absolutnie zachwycająca.  Najczęściej zimą właśnie czuję nieodpartą ochotę wyruszenia przed siebie. Przymus poczucia zmęczenia w grząskim śniegu, zimna w zdrętwiałych palcach, mrozu na policzkach. Cisza w białym lesie zmącona od czasu do czasu awanturą jemiołuszki. Ślady demaskujące tych, co chcą zostać niewidzialni. Biała mgła opadająca niczym welon panny młodej... namiastka wolności, choć przez chwilę...






czwartek, 22 listopada 2012

Paris encore

Lusia ma w sypialni piękny patchwork uszyty z materiałów które zostały Panu Yves Saint Laurentowi z szycia koszul... sporo mu tego zostało i jest do kupienia na kolorowych straganach przycupniętych u podnóża Sacre-coeur. Raj tkaninowy! Każdy ma taki raj na jaki sobie zasłużył. W moim raju, w środę, Yves Saint Laurent jest po pięć złotych za kilogram - mnie to wystarcza. Uszyłam Lusi poduchę do kompletu. Motyw był oczywisty:







A jesień czasem daje żyć :) Trzymajcie się dziewczyny! Oby do wiosny!








czwartek, 1 listopada 2012

Wymianka, mitenki i... Raz na lóżowo

Byłyście kiedyś u Maryszy? Na pewno tak! Zdolna bestia z cudownym, rudym płomieniem na głowie :) Marysza zaproponowała wymiankę - zjawisko do tej pory mi obce. Zarzuciłam kotwicę w postaci hasła "motyl". Reszta miała być niespodzianką.
Dostałam słynny notes zrobiony Maryszowymi rączkami :) w towarzystwie notesu "baby" (takiego co to można wcisnąć do torebki ;)
Problem jest jeden - żal mi w nich bazgrać!




 Ja uszyłam torebkę. Marysza zawsze ciepło komentowała  PP, więc motyl uszyty jest właśnie tą metodą.


Dotarły też do mnie mitenki zamówione u Ani.
Dziękuję Aniu jak nie wiem co!


A na koniec będzie lóżowo!
"Lóżowy", to przymiotnik używany przez moją córkę zawsze wtedy jak trzeba opisać coś pozytywnego. Wszystko może być więc różowe, nie koniecznie takie będąc! Na początku broniłam się przed tym kolorem, ale w końcu stwierdziłam, że prawdziwej księżniczki oszukać się nie da. Musi być różowo :))) No i jest:


 



sobota, 29 września 2012

Pod talerz z kaszą gryczaną

Prezent dla niezwykłej osoby. Jedni twierdzą, że jest świętą, inni, że czarownicą. Faktycznie jest w Niej przepiękna mieszanina świętości i magii. W jej towarzystwie, nawet kasza gryczana bez masła smakuje odświętnie a jak zatańczy Flamenco, to klękajcie narody! Moja matka chrzestna.

Komplet podkładek na drewniany stół do Jej pracowni.
Musicie uwierzyć na słowo, że jest śliczny! To chyba pierwsza rzecz jaką uszyłam, która mi się podoba od początku do końca! Na zdjęciach lipa! Nic nie widać :(










Wykorzystałam bardzo dekoracyjne materiały - błyszczące, ze złotą nitką, mieniące się w słońcu...Tego jasnego materiału z ramki nie powstydziłaby się nawet arabska księżniczka! Mimo wszystko mam tremę. Moja chrzestna jest wybitną plastyczką!

***

Rzadko wyjeżdżam ze swojej wsi, a jak już mi się zdarzy, to staram się celebrować takie wydarzenie bez końca... nigdy nie wiadomo, kiedy będzie następny raz. ;)











Pozdrawiam wszystkich zaglądających i tych zakatarzonych, i tych z depresja jesienną, i tych co podtrzymują na duchu i zagrzewają do walki, i tych co wolą być zagrzewani, i tych co im szczeniaki leją do łóżka ;))) (nad stawem zamieszkało nowe zwierzę - takie co leje gdzie popadnie!)

sobota, 22 września 2012

PP i Barzkowice

Kiedyś byłam zawsze dwa kroki z przodu, dzisiaj (co może być objawem mijającego czasu) ciągle nadrabiam jakieś zaległości. Znam ludzi którym do twarzy jest z zaległościami, ale ja do nich nie należę. Nie jestem w stanie skoncentrować się na "tu i teraz" bo myślę o tym co powinno być zrobione wczoraj. Efekt jest taki, że do "wczoraj" dokłada się "tu i teraz" pomnażając moje zaległości nieustannie. Bez sensu??? Ano bez sensu!

Podkładki pod talerze dla Marty zaczęłam... chyba wiosną (wnioskuję z motywu). Nareszcie skończyłam, więc Marta zamiast kasztanów, będzie mieć żonkile;). Jakby ktoś chciał truskawki, to radzę zamówić już dziś ;)))








Na dokładkę obrazki z Barzkowic (XXV. targi Agro Pomerania). Dawno i nieprawda, ale jednak były ;)














 A na deser... prawdziwy fan folkloru! Oczu nie mogłam oderwać!