sobota, 28 stycznia 2012

Po powrocie

Ze względów technicznych, dopiero teraz macham do was z bieszczadzkiej, zasypanej wiochy :)


I powoli wracam do roboty zaczynając od poduszek. Mają zakrywać niewyjściowość mojej kanapy. Kanapa musi jeszcze wytrzymać kilka lat Marysiowych serków i kredek, a z takimi poduszkami łatwiej będzie ją znieść.

piątek, 13 stycznia 2012

Przed wyjazdem

Dziś wieczorem wsiądę w pociąg w moje ukochane Bieszczady, tylko 19 godzin w różnych środkach transportu! i dotrę na pierogi do mamusi :))) Niech żyje PKP! (nie, nie jadę z Katmandu, jadę z Drawska!)
Jeszcze przed wyjazdem skończyłam komplet podkładek pod talerze.




Zostawiam rozbebeszonych kilka rzeczy i totalny bałagan w pracowni!
Zabieram Maryśkę z gorączką, Janka bez legitymacji i buty do wchodzenia w błoto. Powinno wystarczyć!
Pozdrawiam.

środa, 4 stycznia 2012

PP dla odmiany.

Przytulony u podnóża Bukowego Berda dom mojej cioci, zawsze będzie mi się kojarzył z czarnymi płytami Mireille Mathieu i miniaturowym stolikiem-pozytywką w którym zamknięte były korale z najprawdziwszego koralowego korala. Do tego niezwykłe kartki pocztowe z zagranicznymi znaczkami, wygrywające miłosne nuty i powalające przepięknością. W czasach komuny, szarości i brzydoty, takie kartki to był prawdziwy rarytas. Ciocia pozwalała mi ostrożnie je oglądać i uruchamiać melodyjki, potem starannie je układała i chowała... może mając nadzieję na kolejną sentymentalną podróż?

W czasie ferii zamierzam odwiedzić domek pod Bukowym... zawsze mam ochotę spytać o te kartki, ale nigdy nie pytam ;)
Zawiozę Cioci, zdeklarowanej kociarze, podkładkę pod talerz
.



 Dla najpogodniejszego i najbardziej zrównoważonego człowieka jakiego znam (chodzący model jin jang!) zawiozę dostojnego orła.





Orzeł jest pozszywany z jedenastu bloków (67 kawałków!) To chyba pierwszy i ostatni orzeł w moim życiu ;) .
Tak czy siak, PP było miłą odmianą po tym, nad czym siedzę ostatnio nocami. Powiem tylko, że już zobaczyłam światełko w tunelu ;)
Pozdrawiam wszystkich zaglądających ;)