poniedziałek, 19 marca 2012

New York Radiant, czyli Słoneczka jak kto woli.

Ale Trójka ma dzisiaj świetną piosenkę dnia, aż nóżki same rwą się do tupania. Jak chcecie sobie potupać, to proszę bardzo :)



Po jedenastu latach mieszkania w miejscu o którym Amerykanie powiedzieliby "The Middle Of Nowhere," utraciłam instynkty stadne. Nie szukam towarzystwa na siłę a każdy nowy kontakt jest dla mnie dużym stresem. Właśnie dlatego dołączyłam wczoraj (razem z moim synem) do rajdu rowerowego organizowanego przez drawskie koło PTTK. Terapia dla wiejskiego dziwadła :) Jakże udana! Nie można żyć tylko w wymyślonej rzeczywistości, czasem trzeba do ludzi - nawet jeżeli to znaczy postój na Snickersa co 5 kilometrów ;)

Słonko jeszcze przymglone, zielonego niewiele ale wiosnę zdecydowanie czuć w powietrzu.



 Banda golasów musiała narobić dużego zamieszania "na wiosce" :)

 a to tylko Drawski Klub Morsów  zaliczał ostatnią, zimową kąpiel.

Jak to w teatrze życia bywa, każdy spektakl ma swoich wiernych widzów.
 

 Tylko stara Węgorza ma to wszystko w nosie i dalej płynie jak gdyby nigdy nic!

Moje słoneczka też jakieś przymglone ;) Początkowo miałam tylko uszyć jeden blok, żeby zobaczyć jak to się szyje i czy jest bardzo trudno. No i tak mi się spodobało, że uszyłam cały obrazek.



Pikowałam ręcznie, żeby znowu coś mi się nie pomarszczyło ;)

Robota łatwa i przyjemna. Jeżeli macie ochotę spróbować, tutaj znajdziecie kilka szablonów PP na różne słoneczka.

Pozdrawiam wiosennie.