sobota, 29 września 2012

Pod talerz z kaszą gryczaną

Prezent dla niezwykłej osoby. Jedni twierdzą, że jest świętą, inni, że czarownicą. Faktycznie jest w Niej przepiękna mieszanina świętości i magii. W jej towarzystwie, nawet kasza gryczana bez masła smakuje odświętnie a jak zatańczy Flamenco, to klękajcie narody! Moja matka chrzestna.

Komplet podkładek na drewniany stół do Jej pracowni.
Musicie uwierzyć na słowo, że jest śliczny! To chyba pierwsza rzecz jaką uszyłam, która mi się podoba od początku do końca! Na zdjęciach lipa! Nic nie widać :(










Wykorzystałam bardzo dekoracyjne materiały - błyszczące, ze złotą nitką, mieniące się w słońcu...Tego jasnego materiału z ramki nie powstydziłaby się nawet arabska księżniczka! Mimo wszystko mam tremę. Moja chrzestna jest wybitną plastyczką!

***

Rzadko wyjeżdżam ze swojej wsi, a jak już mi się zdarzy, to staram się celebrować takie wydarzenie bez końca... nigdy nie wiadomo, kiedy będzie następny raz. ;)











Pozdrawiam wszystkich zaglądających i tych zakatarzonych, i tych z depresja jesienną, i tych co podtrzymują na duchu i zagrzewają do walki, i tych co wolą być zagrzewani, i tych co im szczeniaki leją do łóżka ;))) (nad stawem zamieszkało nowe zwierzę - takie co leje gdzie popadnie!)

sobota, 22 września 2012

PP i Barzkowice

Kiedyś byłam zawsze dwa kroki z przodu, dzisiaj (co może być objawem mijającego czasu) ciągle nadrabiam jakieś zaległości. Znam ludzi którym do twarzy jest z zaległościami, ale ja do nich nie należę. Nie jestem w stanie skoncentrować się na "tu i teraz" bo myślę o tym co powinno być zrobione wczoraj. Efekt jest taki, że do "wczoraj" dokłada się "tu i teraz" pomnażając moje zaległości nieustannie. Bez sensu??? Ano bez sensu!

Podkładki pod talerze dla Marty zaczęłam... chyba wiosną (wnioskuję z motywu). Nareszcie skończyłam, więc Marta zamiast kasztanów, będzie mieć żonkile;). Jakby ktoś chciał truskawki, to radzę zamówić już dziś ;)))








Na dokładkę obrazki z Barzkowic (XXV. targi Agro Pomerania). Dawno i nieprawda, ale jednak były ;)














 A na deser... prawdziwy fan folkloru! Oczu nie mogłam oderwać!





niedziela, 2 września 2012

Dożynamy :)

Oto jestem. Wyskakuję po miesiącu jak Filip z konopi!
Bociany już dawno odleciały



Brzydkie kaczątka wypiękniały


Pola ...


...zostały skoszone i pozawijane w zgrabne ruloniki


A ja i moje kury... dzielnie DOŻYNAMY :) wszędzie gdzie się da :)



Znam smak grochówki na każdym festynie w promieniu stu kilometrów i powoli uczę się niezbędnych zachowań do przetrwania imprezy masowej (po pierwsze zlokalizować wc, po drugie zlokalizować kawę!).
Powoli przestają mnie zadziwiać pytania, nawet te najbardziej zaskakujące:
-Czy te kury to żywe są???
-Czy one też znoszą jajka, czy tylko dla przyjemności tak chodzą???
-Czy te jajka są jadalne?
-Jak wygląda relacja z kurą??? (to chyba moje ulubione pytanie ;)

Otóż moje relacje z kurami, drodzy państwo, są bardzo ograniczone i niech takie już zostaną!

Po ostatnim wyjeździe (w)nioski nasunęły mi się trzy (a co! człowiek czasem potrafi się wysilić)
1. WSZYSCY leśnicy mają za duże mundury!
2. Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść... i tak dalej i tak dalej...
3. Bananowy song w towarzystwie Orkiestry Symfonicznej z Koszalina jest fantastyczny nawet w stu dwudziestą rocznicę powstania tego utworu!












Żeby... czemuś tam... stało się zadość, bardziej z poczucia obowiązku wobec tego bloga niż z jakichś innych przyczyn, prezentuję torbę Country Cowboy Style! Koszula była odlotowa (ale niestety na mnie za mała), a torba... to już nie to samo co koszula :(







Do zobaczenia w Barzkowicach!