sobota, 14 grudnia 2013

Włoskie miasto

Nie pamiętam przy jakiej okazji usłyszałam po raz pierwszy o Tomaszu Budzyńskim. W czasie kiedy nosiłam "niby glany" i długą, czarną sukienkę, nie sądziłam, że nazwisko Budzyński będzie mi tak bliskie, więc pewnie nie zaprzątałam sobie głowy nazwiskami chłopaków z "Armii". Do "Siekiery" nigdy nie dorosłam ;) choć tekst z pieśni "Szewc Zabija Szewca" potrafię odśpiewać obudzona z głębokiego snu :)
Podejrzewam, że to Ania Sławińska kiedyś mi coś chlapnęła, podejrzewam, ale pewna nie jestem. Tak czy inaczej pewnego dnia objawiła mi się druga twarz Tomasza Budzyńskiego, jakże inna od tej głośnej, rock'n'rollowej, zamaszystej, zbuntowanej?, szorstkiej. Ta druga twarz jest promienna, optymistyczna i prześlicznie patchworkowa :)
Zapytałam na fejsbuku czy mogę.
Mogę :)
Dziękuję!


Ten obraz to "Włoskie Miasto". W moim wykonaniu ma wymiary ok 130x100cm i kocham Go miłością wielką! Jest w nim energia! Jest moc!
Pikowany ręcznie :)



czwartek, 5 grudnia 2013

Niebieski

- Ałaaaa! Co robisz?
- Szyję Cię. Zanim Cię skończę będę musiała jeszcze kilka razy Cię ukłuć.
- A kim ja jestem?
- Jesteś zającem… pluszową zabawką.
- A po co mnie szyjesz?
- Żeby ktoś Cię mógł pokochać.
- Chyba nie bardzo rozumiem…
- Każdy powinien być kochany i mieć kogoś do kochania. Wtedy dni są jaśniejsze. Wtedy wszystko nabiera sensu i nawet jak pada deszcz to nie jest smutno. Wtedy jak się jedzie bardzo długo samochodem to nie jest aż tak nudno a jak się walniesz w kolano to… nie boli aż tak bardzo… Rozumiesz?
- Chyba nie bardzo…
-To nic, jak już pokochasz, to zrozumiesz.
- A kogo mam pokochać?
- Będziesz mieszkał u Jadzi…Będę szczęśliwa jeżeli się pokochacie. Ale do miłości nie można nikogo zmusić. To się stanie, albo nie i będziesz to wiedział najlepiej.
- To za trudne.
- Mogę ci tylko powiedzieć, że oderwane guziki, poślinione uszy i wytarte futro to dobry znak. Resztę sam poczujesz.
- A jak się nazywam?
- Tego jeszcze nie wiem. To Jadzia zdecyduje jak będziesz miał na imię. Da Ci takie imię które spodoba się Wam obojgu… Może się też zdarzyć, że zostaniesz bez imienia... – to się bardzo często zdarza w świecie zabawek.
- A może chociaż mi powiesz czy jestem chłopcem czy dziewczynką?
- O tym też zdecyduje Jadzia. Patrząc na Twoje portki… to raczej są dziewczyńskie, ale w dzisiejszych czasach to nie można być pewnym… musisz być cierpliwy.
- A czemu jestem niebieski?
- …bo chmurki są niebieskie, i niezapominajki są niebieskie, niebieskie są chabry i koty rosyjskie i ciasteczkowy potwór…
- ???
- Niebieski jest piękny! Jadzia jest niebieska!
- ???
- Nie na wszystkie pytania znamy odpowiedzi, ale jak się kocha to pytań nie ma aż tak wiele.
- ???

- No, gotowe! Daj buziaka i idź już. Zrobisz Jadzi niespodziankę.




piątek, 15 listopada 2013

Dom jakby opustoszał. Jedne dzieci śpią, drugie pochowały się po swoich prywatnych, niedostępnych dla dorosłych kątach (a może kontach :)... i dzięki Bogu. W Trójce Niedźwiedzki częstuje Lisą Gerrard i Preisnerem, czerwone wino daje miły szmerek w rozłupanej na pół głowie, świeczki masochistycznie wypalają sobie dziury w swoich woskowych ciałkach.
Pozwalam sobie na fotel.
Pozwalam sobie na jeszcze jeden kieliszek.

Trwaj chwilo trwaj, jesteś taka piękna...



Torba, to miła odmiana po wielkogabarytowych narzutach. Kilka godzin i gotowe - taka szwalniana bułka z masłem.





... Chyba miałam Kogoś za Coś przeprosić, ale już nie wiem Kogo i za Co... za dużo tego jest... a może podziękować...

czwartek, 10 października 2013

Traktor dla Adasia

Czy ktoś jeszcze pamięta Poduszeczkę z traktorem dla Emilki ? Nie? Ja też nie bardzo ;) A jednak gdzieś w eterze ten traktor warczy i czasem spodoba się jakiemus dziecku :)
A jak już się spodoba, to nie ma rady - trzeba szyć następny. Tym razem traktor trafił do Adasia.
Adasiu, słodkich snów o kultywatorowaniu ;)... tylko uważaj, żeby Ci się felgi na buzi nie odcisnęły ;)



A tymaczasem ja... znikam we mgle ;)


piątek, 20 września 2013

PoWystaw(k)a

Długo zostanie w mojej pamięci to  pełne emocji i wzruszeń popołudnie. Na szczęście nie spełniła się żadna z moich katastroficznych przepowiedni i od początku do końca była wspaniała atmosfera wypełniona ogromną życzliwością i dobrą energią.
Mam niezwykłe szczęście znać wielu wspaniałych ludzi, którzy rozsiewają wokół siebie zapach łagodności a spod ich stóp wyrastają kolorowe kwiaty. Jestem przekonana, że w takim towarzystwie równie dobrze smakowałaby wystawa młotków, odczyt szczecińskiej książki telefonicznej albo koncert Majki Jeżowskiej ;)
Bardzo dziękuję wszystkim, którym udało się przyjść i tym, którzy mimo najlepszych chęci musieli być w tym czasie zupełnie gdzie indziej.




Zdjęcia z wystawy zapożyczyłam od Stowarzyszenia Stowarzyszenia Przyjaciół Drawska "MEANDER" a zdjęcie do ostatniej pracy od Leszka Paradowskiego.Poniżej oryginał mistrza :) Mam nadzieję, że uda mi się dorzucić później jeszcze kilka. Dziękuję.






środa, 4 września 2013

Wystaw(k)a

Kilka miesięcy temu zaproponowano mi zorganizowanie wystawy w Domu Kultury.
Słowo "wystawa" z trudem przechodzi mi przez zęby, ponieważ wydaje mi się, że powinno być ono zarezerwowane dla artystów. Ja artystką zdecydowanie nie jestem! I chyba marne są szanse abym kiedykolwiek stać się nią miała. Jestem raczej rzemieślnikiem i równie dobrze mógły mnie zastąpić jakiś szewc pokazując zrobione przez siebie buty albo... masarz ze swoimi kiełbasami. Może Oni mniej by się denerwowali?
Powodów do zdenerwowania mam kilka: lato robiło wszystko co w swojej mocy, żeby odciągnąć mnie od maszyny więc niewiele uszyłam. Poza tym publiczne wystąpienia przyprawiają mnie o dreszcze i palpitację serca - jak mam się publicznie odezwać to: mam czarną dziurę w głowie, sucho w gardle i zwykle udaje mi się powiedzieć taką bzdurę, że kapcie spadają. Im bardziej mi zależy, tym idiotyczniej wychodzi! A na koniec, moja Marysia poszła do przedszkola, więc chyba jest zrozumiałe, że od dwóch dni mam nieustający ból brzucha!
Jeżeli przypadkowo lub nieprzypadkowo zaplączecie się do Domu Kultury w Drawsku 17go o 17ej, to błagam, udawajcie, że wszystko jest w porządku, a ta gafa, którą mi się udało popełnić na samym początku, to nic takiego ;)
Dziękuję :)

Poza darmowym winem (mam nadzieję), które pomoże nam jakoś tę imprezę przetrzymać, można będzie zobaczyć gdzie "się szwy nie zeszły" między innymi w czymś takim:



czwartek, 15 sierpnia 2013

O co chodzi z metkami?

Moja siostra wyraziła życzenie przeczytania czegoś nowego na moim blogu bo: wszystko wszak jest lepsze od pisania pracy magisterskiej. Kiedy pisałam swoją, miałam najpiękniej wyplewiony ogródek we wsi a okna w domu błyszczały czystością... i było to z pewnością bardziej pożyteczne niż te bzdurne 94 strony Mcbełkotu nikomu do niczego nie potrzebnego.
Ale papier mieć, jest miło.

Mój papier kiedyś (bez mojej wiedzy ;) wziął udział w przetargu na prowadzenie zajęć w wojsku. Wygrał, bo był śliczny, a pracodawca zatrudnił stażystę za połowę stawki... ja dowiedziałam się o wszystkim przypadkiem, ale przez chwilę poczułam się jak gwiazda :)))


Gdybym teraz miała jakiś egzamin, może w końcu zabrałabym się za coś pożytecznego, ale nie mam :) więc rzeczy niedokończone, mają dużą szansę pozostać niedokończonymi ;)

Dostałam od Was trochę metek. Dziękuję. Zostaną wykorzystane w metkowym patchworku, który sukcesywnie się rozrasta. Do rozmiaru King, jeszcze mu trochę brakuje.

Ela, a teraz koniec tego dobrego. Do roboty!




niedziela, 14 lipca 2013

Georgia powakacyjnie.

Dwa tygodnie ulotniły się w szybkim tempie.
Tym razem będzie bez igły i bez nitki. Toż nie samą igłą i nitką człowiek żyje.

Gruzja nie pozostawia nikogo obojętnym.
Będę długo pamiętać firany rzęs gruzińskich facetów ;) zapach Tuszeckiej macierzanki, kąpiele w lodowatych strumieniach, Haranę - mojego dzielnego konia, ludzi z którymi choć na chwilę mogłam się spotkać... przestrzeń, bakłażany Nino, Choczę w niebieskim Mercedesie, pstrągi...scrub w Tbiliskiej bani ;), nalewki Lamziry, Babkę Lily...




















Grzesiu, dziękuję że zostałeś z dziećmi.

Paula, dziękuję za mobilizację - zawsze się przydaje ;)

środa, 26 czerwca 2013

niedziela, 9 czerwca 2013

Wizytówka

-Żyjesz? - Pytają czasami.
-No... czasem żyję, czasem nie żyję.
  Głównie chyba to drugie. 
  Ostatnio dwa razy z rzędu zainwestowałam w ten płyn co to rzekomo dodaje skrzydeł. No i dodał.
  Dodał na tyle, że dojechałam do domu bez przymusowej drzemki w rowie.
  A potem skrzydełka oklapły i wloką się za mną zaczepiając ustawicznie o gałęzie.

Czas chyba nakręcić sprężynkę... już niedługo.

Tymczasem uszyłam sobie wizytówkę. Nic takiego nadzwyczajnego, ale może się przydać (jak bym miała zapomnieć "co ja tutaj robię" ;)


Wstałam dzisiaj świtem, żeby złapać w obiektyw pierwsze promienie słońca... chyba zainwestuję w całą zgrzewkę RedBulla i bedę wstawać codziennie!




Czy ktoś z Was szyje z odzyskanych szmatek? Jeżeli tak, to chętnie przyjmę karczki z metkami w dużej ilości. I kołnierzyki z koszul. Miałam tego sporo, ale widzę, że jeszcze za mało :( Kiedyś wyrzucałam... może Wy też wyrzucacie, a ja bede wdzięczna :)
Pozdrawiam.

czwartek, 18 kwietnia 2013

Wspomnienia pozszywane

Czas pożegnać się ze wspomnieniami i odesłać je do prawowitej właścicielki. Jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie, metka na drogę i priorytetem do Poznania.
Zła wiadomość dla dwóch szalonych babć: Ani i Jolci - czerwonego nie ma! Czerwone może być tylko wino u mnie na tarasie...na które serdecznie zapraszam (bo jak sama je spijam, to mnie wyrzuty sumienia męczą ;)



Moje błagania  o światło (wzmocnione błaganiami całego narodu) zostały wysłuchane. Z podniesionym czołem, patriotyczną pieśnią na ustach i nadzieją na jeszcze lepsze jutro, kroczymy w stronę słońca :)



poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Nikt dokładnie nie wie ile męskich koszul....

Nareszcie przemogłam wiosennego lenia i skończyłam kolejną narzutę :)

Jeżeli chcecie zobaczyć uczciwy "LOG CABIN" - równiutki i smaczniutki, to zapraszam do Beaty.

 Dla mniej wtajemniczonych Beata krok po kroku tłumaczy co i jak, żeby było tak jak trzeba. U mnie można tylko zobaczyć kilkanaście męskich koszul pociachanych na paski i pozszywanych... nie tak równiutko jak by należało ;) Ileż tych koszul jest, tego nikt nie potrafi policzyć. Kaszubi powiedzieliby, że "W PIP" - to jest więcej niż szesnaście, i na tym proponowałabym liczenie koszul zakończyć ;)




Specjalnie dla Cotton Cafe, która cierpi na zboczenie zawodowe ;), sfotografowałam też tył. Zmarszczki są, i obawiam się, że żaden krem już im nie pomoże. Wielkie toto takie, że nigdzie nie mogłam tego porządnie rozłożyć. O pikowaniu maszynowym nawet mowy nie było... no i trochę się pomarszczyło.






I na koniec, błagam: wiosno przyjdź że wreszcie!