sobota, 14 grudnia 2013

Włoskie miasto

Nie pamiętam przy jakiej okazji usłyszałam po raz pierwszy o Tomaszu Budzyńskim. W czasie kiedy nosiłam "niby glany" i długą, czarną sukienkę, nie sądziłam, że nazwisko Budzyński będzie mi tak bliskie, więc pewnie nie zaprzątałam sobie głowy nazwiskami chłopaków z "Armii". Do "Siekiery" nigdy nie dorosłam ;) choć tekst z pieśni "Szewc Zabija Szewca" potrafię odśpiewać obudzona z głębokiego snu :)
Podejrzewam, że to Ania Sławińska kiedyś mi coś chlapnęła, podejrzewam, ale pewna nie jestem. Tak czy inaczej pewnego dnia objawiła mi się druga twarz Tomasza Budzyńskiego, jakże inna od tej głośnej, rock'n'rollowej, zamaszystej, zbuntowanej?, szorstkiej. Ta druga twarz jest promienna, optymistyczna i prześlicznie patchworkowa :)
Zapytałam na fejsbuku czy mogę.
Mogę :)
Dziękuję!


Ten obraz to "Włoskie Miasto". W moim wykonaniu ma wymiary ok 130x100cm i kocham Go miłością wielką! Jest w nim energia! Jest moc!
Pikowany ręcznie :)



10 komentarzy:

ulinkap pisze...

Kamila! nie dziwię się, że go kochasz! jest cudowny! widać że dopieszczony! mój mąż właśnie stwierdził, że żałuje że mi nie powiedział wcześniej o obrazach Budzyńskiego - dopiero od Ciebie się dowiedziałam- i że jakbym mu uszyła któryś na koszulkę to by nosił cały czas :) serdeczne pozdrowienia! u nas Armia wciąż na porządku dziennym, a nasz 4 latek za najbardziej ukochaną piosenkę uznaje "Jeszcze raz, jeszcze dziś" :)

Paula pisze...

wow- dla mnie to ty jesteś już kolejny poziom wtajemniczenia... ja znów zaliczam spowolnienie, więc nie wiem kiedy zrobię coś więcej niż dotychczas... no ale są rzeczy wazne i ważniejsze :) kiedyś znajdę czas na rozwój :D

Anna Sławińska pisze...

chlapnęła, chlapnęła.... Jakieś dwa lata temu do mojego kolegi muzyka Szymona Chalimoniuka dowiedziałam się o obrazach Tomasza Budzyńskiego. Oglądałam je z wielką przyjemnością i od razu wpisałam jego stronę do swoich ulubionych stron na blogu. Jest tam do dzisiaj, tylko czy tam ktoś zagląda, poza mną?
Opowiedziałam kiedyś Aldonie, że obrazy Budzyńskiego, to super wzory na patchworki a Aldona od razu spiknęła mnie na fejsbuku z Budzyńskim. Spytałam go czy moe uszyć patchwork, oczywiście zgodził się i.... na tym się skończyło, bo pewnie pojawiła mi się na horyzoncie jakaś większa fascynacja. Ale kiedyś wrócę, bo obrazy cudnie nadają się do naszych eksperymentów.
Włoskie miasto piękne jest. Ja mu daję numer jeden z wszystkich Twoich patchworków. Super, super, super.... Będzie u Ciebie czy rusza w świat, bo ja to bym je chciała tak z bliska: pooglądać, pomacać, posmakować!

Jola pisze...

Piękne miasto. Serdecznie pozdrawiam. Jola

Kamila pisze...

Bardzo energetyczna i piękna praca. Można pomarzyć o wyjeździe do ciepłych Włoch.
Za pikowanie ręczne chylę czoła, bo nigdy nie próbowałam go (nie mówiąc już na tak dużej pracy).
Całość na pewno doda energii i poprawi nastrój w długie zimowe wieczory.

Magdalena pisze...

Śliczny - kolorowy tak jak Włochy :)

Magdalena pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Magdalena pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Magdalena pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Aleksandra Klimek pisze...

Świetny,naprawdę przypomina włoskie miasteczko, bardzo mocne kolory, pewnie na żywo robi jeszcze większe wrażenie. Bardzo lubię ten blog a już różowo-szary patchwork rzucił mi wręcz wyzwanie...urzekły mnie te zawijaski. Ale wracam tu wciąż, bo jak magnes magicznie przyciąga mnie tytułowe zdjęcie. Taki spokojny, stabilny jakby wieczny obraz, aż chce się poczuć i dotknąć...
pozdrawiam, Ola