czwartek, 15 sierpnia 2013

O co chodzi z metkami?

Moja siostra wyraziła życzenie przeczytania czegoś nowego na moim blogu bo: wszystko wszak jest lepsze od pisania pracy magisterskiej. Kiedy pisałam swoją, miałam najpiękniej wyplewiony ogródek we wsi a okna w domu błyszczały czystością... i było to z pewnością bardziej pożyteczne niż te bzdurne 94 strony Mcbełkotu nikomu do niczego nie potrzebnego.
Ale papier mieć, jest miło.

Mój papier kiedyś (bez mojej wiedzy ;) wziął udział w przetargu na prowadzenie zajęć w wojsku. Wygrał, bo był śliczny, a pracodawca zatrudnił stażystę za połowę stawki... ja dowiedziałam się o wszystkim przypadkiem, ale przez chwilę poczułam się jak gwiazda :)))


Gdybym teraz miała jakiś egzamin, może w końcu zabrałabym się za coś pożytecznego, ale nie mam :) więc rzeczy niedokończone, mają dużą szansę pozostać niedokończonymi ;)

Dostałam od Was trochę metek. Dziękuję. Zostaną wykorzystane w metkowym patchworku, który sukcesywnie się rozrasta. Do rozmiaru King, jeszcze mu trochę brakuje.

Ela, a teraz koniec tego dobrego. Do roboty!